sobota, 16 kwietnia 2011

I need some time

Jest tyle ważnych spraw, tyle obowiązków, które z niecierpliwością czekają na swój czas, a ja błądzę po moim domu i gubię się w myślach...
Już raz obiecałam sobie zapomnienie. Skutecznie trwam w milczeniu... To wcale nie znaczy, że nie pamiętam, ale myślę, że dzięki temu uniknęło mnie kilka rozczarowań, a innych niepotrzebne rozterki.

Może tym razem też tak się uda? Przecież zaczyna się tak samo: gdziekolwiek spojrzę, gdziekolwiek jestem, cokolwiek robię...
Nieobecność jest uciążliwa - jak odchodząca powoli zima, pełna szarości, chociaż nie ma w tym bólu.
Kiedy pojawi się Obecność, życie nabiera barw! W sercu zakwita wiosna, czujesz jak rodzisz się do życia i oczekujesz lata - apogeum szczęścia, kiedy wszystko śpiewa dookoła i tańczy... i w tym wszystkim jesteś Ty, jesteście Wy.
Tylko, że wtedy przychodzi jesień. Ta, która odbiera drzewom liście, kwiatom pszczoły, ludziom motyle... Czujesz cały ciężar opadłych liści i osamotnienie nagich gałęzi, przygotowujesz się do kolejnej stagnacji - do zbliżającej się zimy.



"Uplotę Ci złoty kołacz z moich złocistych promieni,
Już Ty się człowieku nie kołacz niech Ci się na dobre odmieni,
Ja Twoje bóle utulę otworzę Ci niebo snów,
Ja swoje żale oddalę, wróćże tu

Pora już siadać do stołu, czas już do Boga biec,
I nasze serca uciszyć w blasku świec.

Ucisz serce, ucisz serce w białym świetle szabasowych świec.
Ucisz serce, ucisz serce jedno z tylu, jedno z tylu serc." 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz